Albo
inaczej. To wy macie rację. A ja jestem hipokryzją. Jedną wielką
niekonsekwencją. Więcej U. tam, niż tu. Pokaż U. prawdziwą twarz, no już.
Przecież wiemy lepiej, co dla ciebie dobre.
Pokażę. Już niedługo.
niedziela, 5 maja 2013
sobota, 4 maja 2013
człowiek, który wierzył
Wyobraźcie
sobie Człowieka, który zapomniał, czym jest dla niego Ważne. Ważne, którym żył,
wciągał w nozdrza wraz z powietrzem, z którym rozmawiał, do którego codziennie
się modlił. Próby wnikania, dlaczego zapomniał, to oddzielna rozprawa. Teraz stoimy
obok Człowieka w momencie, który ma mu dać odpowiedź, czy jeszcze pamięta.
Jest
piąta rano. W zasadzie powinien spać. Tym bardziej, że chłodno. Ale on już stoi
w tych drzwiach i za chwilę spróbuje. O czym w tej chwili myśli? Czy myśli? Czy
stara się patrzeć na dawne Ważne oczami zapamiętałego wyznawcy jedynej słusznej
wiary, którym niegdyś był? A może wyzbył się już tamtych naleciałości i jest
wobec Ważnej doktryny nastawiony podejrzliwie? By nie powiedzieć: ironicznie? Z
pozycji osoby, która wie więcej i nie poddaje się indoktrynacji. Co ma w głowie
Ten, Który Jeszcze Nie Wie, Czy Wróci? Czy wróci? I - jeśli tak - jak będzie ów
powrót wyglądał?
Mam
zamiar się dowiedzieć. Na razie dajmy Mu pobiec.
czwartek, 2 maja 2013
apel
Zwracam
się z uprzejmą prośbą o rozplątanie U. z zależności.
Dajcie
jej święty spokój. Zgodę na bycie tylko U. Ona nie jest tą, którą w niej
postrzegacie.
U.
jest wirtualna. Nieprawdziwa poza tekstem. To słowotwórcza kreacja pewnej
figury, która nie ma konkretnej ilości lat, określonego koloru włosów ani
ukończonych studiów na wiadomej uczelni. Uprzejmie proszę, cholera jasna, o
zaniechanie personalizacji.
Życzyłabym
sobie – nie, ja nalegam – o czytanie tekstu, nie jego autorki. Tam, gdzie
poszukujecie odniesień jest tylko tekst, nie ja. Nikt mnie nie nazwał dziwką, nikogo
nie nakłoniłam do kłamstwa. Nie szukajcie w słowach mnie, a co za tym idzie siebie.
To nie pamiętnik. To moja, ale tylko wyobraźnia. Imaginacja. Jeśli coś wypływa
z rzeczywistych doświadczeń, są one jedynie źródłem. Pożywką. Glebą, na której
wyrosły fantazje. Chwasty lub regularne zagony z fiołkami. A może wcale nie. Te
ostatnie to badyle, co udają życie. Zawsze o to szło, by nie wiedzieć, gdzie
kończy się real, a zaczyna rojenie. Tak to uszyłam, tak to widzę. Ale chyba
tylko ja. Wy nie przesuwacie granicy, dla was jej nie ma. Błąd. I krzywda, jaką
czynicie tej, którą mylicie z U.
Pozwólcie
mi na wolność.
z cyklu: poradnik. Klub Kibica - zasad kilka
W obliczu doświadczeń ostatnich kilkunastu tygodni czuję się zobowiązana spisać parę
cennych uwag, dotykających pewnej strefy, w jakiej dane jest mi dość aktywnie się
poruszać. A mianowicie: kibicowanie. Czynność, tudzież towarzyszące jej
elementy, które znane są chyba wszystkim rodakom. Tyle, że ja nie o takiej,
swoiście polskiej, przywiązanej do fotela vel baru filozofii dopingowania
prawić będę. Jak już się za coś brać, to przyzwoicie i bez tak zwanej lipy. To,
w moim konkretnym przypadku, prowadzić może do naprawdę różnych konsekwencji,
dlatego też, może nawet dla siebie samej, posegreguję dotknięte i posilę się o próbę
wniosków. Z naciskiem na próbę.
Zanim
zacznę - trochę wspomnień. Istotnych, gdyż tworzących genealogię tworu, jakim
jest Klub Kibica. Jedno z nich odsyła do pewnego masowego biegu i konieczności
wspomożenia weń reprezentacji ulicy Miłej. Na Miłej miło jest, co miały
unaocznić przygotowane specjalnie na występ miłych panów plakaty i przemiłe
panie, owe plakaty dzierżące. Miałam wówczas pierwszy raz do czynienia z funkcją
Szefowej Klubu Kibica. Na drodze kariery zawodowej w owej profesji stanęła mi
zazdrość. Postanowiłam znaleźć się po drugiej stronie mocy, bynajmniej nie z
żądzy posiadania własnego Klubu Kibica, a zgoła innych, ważkich względów. Tak się
składa, że zadano mi niespełna dwa dni temu pytanie, z jakich konkretnie. Aż
trudno uwierzyć, ale plątałam się odpowiadając. Bieganie jest od dłuższego
czasu tak integralną częścią mojej biografii, że przekonana byłam zadowolić
rozmówcę obfitą i wyraźną odpowiedzią. Nie jestem jednak pewna, czy tak się
stało. W każdym razie, wracając do tematu – kolejne wspomnienie związane z kibicowaniem
jest tym przyjemniejsze dla mnie, że na moją pomyślność w sportowych zmaganiach
obliczone. Pamiętny dziewiczy bieg i rosyjskie igristoje z truskawkami w plastikowych szampanówkach na mecie. Dla takich
chwil warto wiele. Stan błogości, samozadowolenia i wdzięczności zawodnika
oblanego od stóp do głów satysfakcją Klubu Kibica jest podstawową lekcją, jaką każdy,
kto chce w pełni profesjonalnie dopingować innych, winien odebrać. Mając ją w
pamięci aktywowałam niedawno swą działalność wspierającą czynnych sportowo, a ściśle
jednego czynnego sportowo. I oto, co się nasuwa po kilku razach praktyk w tym
zakresie:
1.
Przede wszystkim musisz wierzyć w Zawodnika. Niezależnie od tego, czy jest zaawansowanym
amatorem czy też startuje w maratonie rolkowym a zwykle jeździ na rowerze.
Twoja wiara jego siłą, więc dobrze się zastanów, czy starczy Ci jej do mety.
Jeśli tak, to w porządku. Jeśli nie – patrz punkt drugi.
2.
Kłam. Ile wlezie. Działa tu zasada celu uświęcającego środki. Na pewno wygrasz,
pogoda dopisze, tyle wody ci wystarczy, będzie dobrze. I niech głos ci nie
zadrży. Nic bardziej nie pomaga Zawodnikowi, który i tak wie swoje. Taka gra.
3.
Niech cię nie zmyli nazbyt luźne, wręcz niedbałe nastawienie Zawodnika na
chwilę przed startem. To metoda wyparcia, uszanuj to. Udawaj, że tego nie
widzisz, a już pod żadnym pozorem nie czyń z powyższego obiektu delikatnej choćby
ironii. Tym razem sobie odpuść.
4.
Z powyższym jednakże związana jest pewna konieczność. To ty musisz zachować trzeźwość
umysłu, gdyż z pewnością Zawodnikowi jej zabraknie. Zabierz batoniki, stoperan,
sprawdź trasę dojazdu, pilnuj godziny startu i Zawodnika w jej okolicy (to jest
ten moment, kiedy możesz przestać lekceważyć jego lekkie podejście do sprawy).
5.
Zaangażuj do Klubu Kibica jak największą ilość członków. W kupie raźniej, a i
czas między startem a metą można sobie w ten sposób uprzyjemnić. Wszelkie chwyty
dozwolone, licz na fantazję współtowarzyszy, ale na wszelki wypadek przygotuj
arsenał uprzyjemniaczy.
6.
Sprawdź sprzęt uwieczniający, naładuj baterie w aparacie, uaktualnij program
antywirusowy. Bo jeśli nie, to zamiast wdzięczności Zawodnika otrzymasz coś
zgoła odmiennego. W takich razach nie ma sentymentów.
7.
Przygotowania do startu wymagają poświęceń. Odśwież talenty plastyczne. Szanujący
się Klub Kibica posiada odpowiednie umaszczenie – godła, flagi, sztandary. Noś
je godnie, w końcu jesteś dumny z Zawodnika. Niech wszyscy to widzą.
8.
Ważnym detalem życia Klubowicza jest konspiracja. Element zaskoczenia odgrywa
ważną rolę w wyniku, jaki osiągnie Zawodnik. Jeśli więc sytuacja tego wymaga –
na przykład trwa tajne posiedzenie Klubu - możesz Go nie wpuścić do domu. Strategia
to strategia.
9.
Decydując się na utworzenie Klubu Kibica musisz zdawać sobie sprawę z faktu, że
Zawodnik bardzo szybko się od niego uzależnia. Najbardziej drastyczną wypadkową
może być jego zagubienie w świecie bez Klubu i, nie daj Boże, rezygnacja z
zawodów, gdy Klub nie jest w stanie zaprowadzić go za rękę na linię startu.
Rozmawiaj z nim zatem, tłumacz, przedszkolakom też trzeba wyjaśniać, dlaczego
mamy nie zostają na leżakowanie. Co nie znaczy, że nie są z nimi duchem.
10.
Pamiętaj, że prócz celów altruistycznych ty też musisz odnieść jakąś korzyść z
kibicowania. Baw się świetnie. To nie powinno być zbyt trudne biorąc pod uwagę
fakt, że to nie ty za chwilę będziesz zdzierać się na trasie. Ważne, by
kibicowanie przynosiło ci niekłamaną radość. Licz się jednak z tym, że inni mogą
widzieć twój zapał inaczej. Nie wszyscy rozumieją, co znaczy zrobić coś dla
kogoś bezinteresownie. W zasadzie mało kto to rozumie. Ważne, że ty to wiesz.
11. I ostatnie. Jeśli już chcesz coś ugrać na
kibicowaniu, to jest tym nadzieja. Że, być może, kiedy sam staniesz na starcie własnych
zmagań, znajdzie się ktoś, kto stanie tam obok ciebie z wiarą, której Tobie wówczas
zacznie brakować. I będzie mieć batoniki.
niedziela, 28 kwietnia 2013
Rogucki solo
Zaplątałam się w spektakl dotkliwy. Bo nie w
koncert. Koncerty dają pewne zaprzyjaźnione (hm) zespoły. A tu zleciały
się chimery. Nie jestem w stanie o tym pisać teraz. Ale napiszę. Jak się oswoję
z tym, co zrobił. Mnie.
niedziela, 21 kwietnia 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)