środa, 3 lipca 2013

Z cyklu: znalezione. powrót.

toczą się koła po
nierównej drodze
spojrzenie łamie się na
szybie dla tej godziny
między cudzym a swoim
chaosem

zwyczajny powrót w zwyczajną
niedzielę a jednak było
warto patrzeć w oczy
(zadziwiające jakie myśli
mogą przyjść do głowy
w autobusie)

bo swoje i cudze
wydarte jest istnieniu
liczy się tylko ta droga
niby wśród drzew a jednak
w szczerym polu choć
sklepienie nie przytłacza

w zamknięciu trudno zapomnieć
jaki zapach ma letni wieczór
co jedynie oddala się ku
zatartej linii widnokręgu

tu i tam to tylko
dwa punkty nieskończenie
małe a cała reszta
dokoła niby pory roku
zaczyna się i krzepnie

ludzie śpią nikt nie widzi
że coś w każdej sekundzie
odsuwa się w przeszłość

nieważne gdzie wysiadać
tu albo tam bo są
rzeczy mało ważne
to co zmierza do
przeznaczenia
ciągle krąży drży rozpływa
się tuż za zachodem

a jednak niepokój
w tym spojrzeniu odkryty
jak pestka zakazanego owocu
którą poraził dzień
niespodziewanie jak czyjaś
ręka na ramieniu
na ostatnim przystanku
w małym mieście
gdzie wszystko ma swój koniec
i początek

Powyższe słowa mają kilka lat. Nie są moje. Autor uwiecznił je odręcznie. Niebieskim długopisem. Zatytułował: Powrót. Myślę, że nie będzie miał mi za złe umieszczenia ich tutaj. W końcu to prezent, urodzinowy nawet. Z czasów, gdy rzeczy mało ważne stanowiły zbyt wiele.
Nadal uważam, że to najpiękniejsza i najmądrzejsza rzecz, jaką kiedykolwiek otrzymałam. Wówczas nie potrafiłam stosownie podziękować. Czynię to teraz.

czwartek, 27 czerwca 2013

pytam. z cyklu: przyszło nagle

Pytanie, ile mocy ma Moc. Czy tyle, ile mówią?
Mówią: ma. Czy mają rację?
Kto ma rację? Czym ona jest i w jakie przybrana jest atrybuty? Czy może naga jest i prosta, bez wymyślnej biżuterii prawd?
Prawda. Jedna, bezwzględna choć nieodgadniona czy też zależna od wiatru i krzywizny ust głoszącego?
Czy to, co teraz myślę i czego pragnę jest prawdziwe czy umówione? Jeśli jest wartością bezwzględną czy wystarczy, że zamknę oczy i stanie się?
Ściągam powieki w lekki grymas życzenia. Niech się stanie. Niech zatem będzie, nim otworzę oczy.
Czy już otworzyć?
A jeśli nie zapuka do drzwi i zgasnę w przykrej tonacji zawodu?
Wszystko. Chcę wszystko i chcę teraz. Nasłuchuję. Wszystkiego.

niedziela, 16 czerwca 2013

czarny

Patrzcie go, jaki.
Anioł, a czarny.
Czarne ma skrzydła. Rozpina je grzesznym szelestem na szerokość zguby. To jego władza.
Czarne ma oczy. Głębokie studnie na pohybel cnotom. To jego wyższość.
Nawet myśli ma czarne, niejasne. Nie próbuj czytać, utoniesz. Jego wiedza.
Tylko twarz blada, i ciało świetliste. Naga skóra anioła przyciąga wzrok. Błyszczy od pokus, drwi z twych wartości, wciąga. Nie widzisz kiru, nie dostrzegasz zła, tylko ten kształt. I ruch. Anioł tańczy, powoli, niedbale, sennie. Pobudza biodrami powietrze. Sunie ku tobie, rzęsami przykrywa intencje, coś mruczy w hipnozie. Półuśmiech, te usta, nie rozumiesz, ale poddajesz się. Nieważne, co. Ważne, że. I teraz. Nie ma nic prócz teraz. Jest ciepło, pada, a może to złudzenie. Nie myślisz, czujesz. Pragniesz, by czarny był bliżej, chcesz złapać go w dłonie. Dotknąć. Chwycić za pióra i szarpnąć, wpleść palce i odchylić. Jak głowę, do tyłu, by spić z napiętej szyi zapach. A potem już tylko zdumienie.
Pozwalasz czarnemu na wszystko.
Nie stanowisz odrębności. Wtapiasz się w anioła. Jesteś nim. Masz czarne skrzydła, czarne oczy, i myśli. Jeden organizm, jedno czucie, jeden dźwięk.
I gdyby nie moc hipnozy, gdybyś miał siłę na trzeźwość, mógłbyś posiąść wiedzę, władzę i wyższość. Zgłębić anioła od wewnątrz, przyjrzeć się temu, co chowa pod skrzydłami.  
Patrzcie go, jaki. Nagi anioł. Rozebrany. Rozbrojony. Wylękniony. Słaby. Pisklę. W oczach strach i prośba.
Nie zrób mu krzywdy.

czwartek, 23 maja 2013

bezdomność

dom
pudełko z dziurami
spuszczony wzrok
nie tędy droga
brak wspomnień
ironia. gorzka rozkosz
nie ja

i dom
głos w świńskiej kuchni
ziemniaki z parnika
kaflowy piec
Jej kwiaty, wciąż piękne
ściśnięta krtań
nowy krzyż. co stało się ze starym?

tu wrzawa tam cisza
dlaczego ta druga przemawia bardziej
niedosłowna tęsknota
tłumiona bezsilność pod zamkniętymi drzwiami
lecą z nich płaty jak łzy
bo tam, gdzie otwarte, nie chcę wchodzić

Mam klucz. Stary, ciężki. Pasował niegdyś do tych zamkniętych. Teraz nie. Chwilowo. Gdy zamknąć oczy, działa. Dwa obroty w lewo, znajomy chrzęst. 
Zapraszam, wejdź, progi są gościnne.
To nie będzie duży dom. Ale pojemny. Znajdzie się w nim wszystko, co odczuły stopy mieszkańców. Na ścianach zawisną słowa, które padły, a te, które nie zdążyły znajdą swe miejsce na werandzie. Jasnej, przestrzennej, bez cienia na niedomówienia. Tam powiedziane będzie to, co być ma. Przy winie i ptakach.
Dywanów nie będzie, bo pod nie zamiata się odpady ludzkiej ułomności. Drewno ma skrzypieć oddechami ludzi i psów. Nie będzie wątpliwości, tylko bujany fotel. I spiżarnia pełna radości w słoikach.

ta pani wie:
nie szukam niczego więcej
tylko móc pozostać tam

dodaj mi otuchy
zabierz mnie do domu

Nie otwieraj oczu. Otwórz drzwi.


niedziela, 12 maja 2013

koegzystencja

O poezji, że trudna, że taka nieludzka, niepojęta, nie dla nas. Tak mówią. Że tylko autor wie, co miał na tak zwanej myśli. A mnie się wydaje, że często on sam nie wie, podczas gdy wiedzą inni. Ci, co pozbyli się kompleksu poezji. Nie czytają, czują. Bo czuć to nie to samo, co rozumieć. Są tacy, którzy lubią nie rozumieć. I dla nich zacytuję dziś Poetę. Takiego bardzo namacalnego, można Go dotknąć a nawet poprosić o herbatę. Przyniesie. Mówi o sobie: czysta kartka, lecz w rogach zamazany. Dziś po prostu przytoczę Jego wiersz. Taki, którego nie sposób nie czuć. Być może już kiedyś częstowałam jego fragmentem, teraz przepiszę cały. Bo dziś jest dzień szczególny. Niech mówi Poeta, U. milknie. Nagadała się już.

Patrycjusz Dziczek, Pielgrzymka*

ludzie budują domy
aby później móc w nich mieszkać

ludzie sadzą lasy
aby później móc się ogrzać

ludzie szukają ludzi
aby później móc przetrwać

w tym samym czasie
w tej samej masie

ktoś leży na łące

z kawałkiem chleba w kieszeni

i patrzy jak żyją chmury


*z tomu: Polowanie na malinowy śnieg

środa, 8 maja 2013

mały wielki powrót

Ale wróćmy do Człowieka, który wierzył. Pamiętacie, tego, co stał w drzwiach otwartych na dawne Ważne. Jak go zostawialiśmy, był na etapie weryfikacji pojęć. A my, obserwatorzy ukryci za słowami, zastanawialiśmy się, czy pobiegnie. I co pomyśli, kiedy już.
Otóż - pobiegł. Obiecując sobie, że Ważne nigdy nie zmieni się w Najważniejsze.
A kiedy wrócił, pobiegł jeszcze.
I jeszcze.
Śluby wstrzemięźliwości złożone na ołtarze dawnego bożka przebrzmiały niczym dzwony na poranną mszę. W transie zapomniał, że biegł. On lewitował nad asfaltem wygasłego bólu. Bo czuł niesamowitą tęsknotę w nogach. I siłę, której pozwolił wystrzelić jak dzieciak z ostatniej lekcji. W zapamiętaniu odkrywcy - jak niegdyś. Jak miliony jemu podobnych, przekonanych, że są nieliczni, wtajemniczeni w wiedzę wybrańcy absolutu.
Pamięć niecielesnego bólu odstawienia nie pozwoliła mu jednak na szaleństwo do krwi. Gdy czuł mniej, zwalniał. Tak po prostu. Umiar w obłędzie. Beztroski pierdotrucht.
Dogadza sobie tym bieganiem. I wolnością, którą dopiero teraz w nim pojął.
Bardzo proszę.

niedziela, 5 maja 2013

kto wie lepiej

Albo inaczej. To wy macie rację. A ja jestem hipokryzją. Jedną wielką niekonsekwencją. Więcej U. tam, niż tu. Pokaż U. prawdziwą twarz, no już. Przecież wiemy lepiej, co dla ciebie dobre.
Pokażę. Już niedługo.


sobota, 4 maja 2013

człowiek, który wierzył

Wyobraźcie sobie Człowieka, który zapomniał, czym jest dla niego Ważne. Ważne, którym żył, wciągał w nozdrza wraz z powietrzem, z którym rozmawiał, do którego codziennie się modlił. Próby wnikania, dlaczego zapomniał, to oddzielna rozprawa. Teraz stoimy obok Człowieka w momencie, który ma mu dać odpowiedź, czy jeszcze pamięta.
Jest piąta rano. W zasadzie powinien spać. Tym bardziej, że chłodno. Ale on już stoi w tych drzwiach i za chwilę spróbuje. O czym w tej chwili myśli? Czy myśli? Czy stara się patrzeć na dawne Ważne oczami zapamiętałego wyznawcy jedynej słusznej wiary, którym niegdyś był? A może wyzbył się już tamtych naleciałości i jest wobec Ważnej doktryny nastawiony podejrzliwie? By nie powiedzieć: ironicznie? Z pozycji osoby, która wie więcej i nie poddaje się indoktrynacji. Co ma w głowie Ten, Który Jeszcze Nie Wie, Czy Wróci? Czy wróci? I - jeśli tak - jak będzie ów powrót wyglądał?
Mam zamiar się dowiedzieć. Na razie dajmy Mu pobiec.